Świadectwa

Wspomnienia o śp. Ks. Janie Mazurku

Księdza Jana Mazurka poznałam jeszcze w szkole średniej. Był moim katechetą przez rok czasu. Na tamten moment nie był dla mnie kluczową postacią. Byłam wtedy w buntowniczym okresie mojego życia i Pana Boga „trzymałam na dystans”. Mało tego, zdarzały mi się nawet niejednokrotnie polemiki
z Księdzem Janem na temat wiary. Po roku zmienił się na katecheta i straciłam kontakt z Księdzem na długie lata.
Ksiądz Jan Mazurek ponownie zaistniał w moim życiu, gdy zamieszkałam w obrębie Parafii pw. Świętej Trójcy w Przemyślu, gdzie Ksiądz Jan pełnił funkcję proboszcza. Był to bardzo ważny dla mnie czas, ponieważ urodziłam moje pierwsze dziecko. W związku z tym, udałam się z mężem (wtedy byliśmy małżeństwem niesakramentalnym) do Księdza Jana, aby ustalić kwestie związane z Chrztem Świętym naszego synka i Ślubem, ponieważ podjęliśmy decyzję o wstąpieniu w sakramentalny związek małżeński. Wiązało się to z przystąpieniem do sakramentu pokuty, który wiele lat zaniedbywałam.

Umówiła się na indywidualną spowiedź do Księdza Jana. Bałam się tego i wstydziłam zarazem mojego nieuporządkowanego dotychczas życia. Obawiała się jego oceny, reakcji na moje grzechy, wyrazu twarzy, spojrzenia. Ja się czułam grzesznikiem od dawna. Niegodnym przebaczenia, gorszym od innych wiernych. Jak opowiedzieć 10 lat mojego życia, niekiedy trudnych i bolesnych ?
Dzień spowiedzi był przełomowym w moim życiu. Nigdy go nie zapomnę i często wracam do niego myślami. Ksiądz Jan w skupieniu wysłuchał mnie.
Po udzieleniu rozgrzeszenia wstał z uśmiechem na ustach, przytulił mnie mocno do siebie i powiedział: „Cieszę się, że wreszcie wróciłaś”.
Tylko tyle i aż tyle. Słowa wypowiedziane z braterską miłością zapaliły we mnie na nowo Ducha Wiary.
Od tamtego momentu, Ksiądz Jan Mazurek stał się dla mnie przyjacielem, bratem, do którego mogłam w każdej chwili przyjść, poradzić się, wyżalić. Inteligentny, mądry życiowo Kapłan ujął mnie swoim ciepłem, radością życia i zapałem do czynienia dobra. Ksiądz Jan starał się pokazać mi życie wspólnotowe Kościoła, zachęcał do angażowania się w działalność grup przy parafii. Wiedział o moich radościach, ale też tragediach i potknięciach. Zawsze z otwartymi ramionami i wyciągniętą dłonią.

Wspólne rozmowy przy kawie, którą oboje uwielbiamy zawsze dodawały otuchy, otwierały nowe perspektywy. Bez względu na to, czy często się widzieliśmy czy rzadziej, nasza relacja nie traciła na wartości.
Śmierć Księdza Jana Mazurka była dla mnie szokiem. Bolesna rana i pustka długo będą dawać o sobie znać. Ksiądz Jan miał dużą charyzmę. Wykorzystywał swoje Talenty we właściwy i owocny sposób. Świat bez Księdza Mazurka stał się uboższy, za to Niebo zyskało wspaniałego człowieka.

Ania Trelska, Przemyśl


Kościół, to miejsce dla każdego człowieka

Ksiądz Jan na zawsze będzie trwał w mojej pamięci, jako wyjątkowy Kapłan i Człowiek o niezwykłej miłości i wyrozumiałości dla każdej napotkanej osoby. W 2013 roku przyszłam do kancelarii parafialnej przy kościele Świętej Trójcy, aby poprosić o chrzest dla mojego synka. Ksiądz Jan bardzo uważnie wysłuchał mojej przykrej i trudnej historii o samotnym macierzyństwie, pobłogosławił moje dziecko i zapewnił, że nie mam się czego wstydzić, a mój synek ma prawo do uroczystego wstąpienia do wspólnoty wiernych i że Kościół, to miejsce dla każdego człowieka, który szuka miłości Pana Boga. Nasza rozmowa była długa, czułam, że Księdzu Janowi zależy na wysłuchaniu wszystkiego, co chciałam przekazać, udzielił mi też kilku niezwykle cennych dla mnie rad, które pomimo upływu lat, nadal mają dla mnie ogromne znaczenie. Dziś jestem bliżej Pana Boga, niż kiedykolwiek wcześniej,
a mój syn jest ministrantem. Niespodziewane odejście Księdza Jana napełniło moje serce smutkiem, wierzę jednak, że dzieło jego miłosierdzia, ogromnej wiary i miłości do ludzi, trwać będzie nadal i przyniesie jeszcze wiele owoców. Księże Janie, z całego serca dziękuję Ci za Twoją dobroć i piękne serce.

Anna Żmudzka


ŚWIADECTWO

Księdza Jana Mazurka poznałam 25 lat temu. Byłam nastolatką, która uczestniczyła w dniach skupienia dla dziewcząt w zakonie u sióstr Służebniczek Jezusa w Przemyślu, które prowadził ks. Jan. Pamiętam, że przyjechał z jedną animatorką RAM-u i opowiadał pełen pasji i zaangażowania o tym Ruchu. Kilka miesięcy później nasze drogi znowu się zeszły, gdy zaczęłam robić studium animatora RAM w 1999 r. I tak rozpoczęła się nasza przyjaźń. Jako dziecko straciłam tatę. Ksiądz Jan wypełnił ta lukę i stał mi się ojcem. Był moim spowiednikiem, kierownikiem duchowym, doradcą. Zawsze mogłam na niego liczyć. W okresie mojego dorastania bardzo często się widywaliśmy. Na spotkaniach RAM – u w Domu Katolickim ROMA w Przemyślu, wspólnie wyjeżdżaliśmy na rekolekcje, które pomagałam prowadzić jako animatorka. Miło wspominam również nasze wyjazdy do domów rekolekcyjnych w Bieszczadach przed rozpoczęciem turnusów rekolekcyjnych, celem porządkowania ośrodków. Był to czas intensywnej pracy, ale także rozmów, żartów i odpoczynku nad Soliną. Razem z księdzem Janem lubiliśmy jeździć na Kalwarię Pacławską. Ksiądz Jan upodobał sobie postać, jeszcze wtedy sługi bożego – Wenantego Katarzyńca. Tam często się spowiadałam… Wędrowaliśmy po dróżkach Kalwaryjskich i długo rozmawialiśmy.
Ksiądz Jan był mi bardzo bliską osobą. Miał on ogromny wpływ na moje życie i postrzeganie Boga i świata. Kształtował mój charakter. Byliśmy bardzo do siebie podobni.
Błogosławił moje małżeństwo, przez pewien czas był moim proboszczem w parafii Św. Trójcy w Przemyślu. Wspominam go jako proboszcza bardzo zaangażowanego, pracowitego, otwartego na każdego człowieka. Był on również konserwatywny i bezkompromisowy. Był prawdziwym dusz pasterzem.
Później nasze drogi się rozeszły. Ksiądz zmienił parafie, ja się wyprowadziłam z Przemyśla. Jednak mimo, że nie mieliśmy już ze sobą stałego kontaktu, to zawsze jak się spotkaliśmy było bardzo serdecznie.
Ostatni raz widziałam się z księdzem 3 lipca 2024 r. Z okazji 40 urodzin, umówiłam się na spowiedź z całego życia. Nie przepuszczałam, że będzie to nasze ostatnie spotkanie. Pamiętam znamienne słowa księdza Jana, który mówił, „że do czterdziestki dążymy do świata, a po czterdziestce bliżej nam do śmierci i że może spokojnie umierać, ponieważ całe życie był wierny swojemu kapłaństwu”. Prosił, abym się cieszyła. Obiecuję Ci księże, że będę się cieszyć…
Mimo, że już kilka miesięcy nie ma księdza Jana wśród nas, ja ciągle czuję jakby był obecny.
Księże Janie – dziękuję Ci za wszystko… za to, że zawsze mogłam na Ciebie liczyć, za to, że zawsze byłeś, za Twoje błogosławieństwa, za Twój czas, za wspólne modlitwy i spowiedzi. Byłeś pasterzem oddanym swoim owcom. Wzorowym organizatorem, pomysłodawcą, moderatorem i proboszczem. Księże, nie mówię Ci do widzenia, ale do zobaczenia po drugiej stronie. Odpoczywaj w pokoju.

Katarzyna Stecura
Moderatorka RAM


„Jeden ojciec znaczy więcej niż stu nauczycieli”.

George Herbert

Ojciec

Gdy sięgam pamięcią szukając wśród minionych lat dnia, kiedy Pan Bóg postawił na mojej drodze ks. Jana Mazurka, to taka przychodzi mi pierwsza myśl: wrześniowa sesja mojego studium animatora RAM AP w 2004 r., a tym samym piękna spowiedź u Księdza, która do dziś wyryła w moim sercu głębokie doświadczenie Ojcowskiej miłości. I tak się wszystko zaczęło.

Pamiętam, że przez ten czas formacji bardzo uważnie przypatrywałam się Księdzu, o którym już wcześniej słyszałam, że „kocha młodzież i wielu młodym przychodzi z pomocą”. Z resztą ks. Jan przez swoją otwartość, radość, bardzo konkretne i trafione słowo oraz niebywałe poczucie humoru, bardzo szybko zjednywał sobie uwagę i sympatię każdego z nas.

Doświadczenie wspólnej wędrówki kształtowało się na przestrzeni dwudziestu lat. Najpierw podczas wspomnianego studium Animatora, następnie lata posługi jako animator, moderator świecki, sekretarz Rady RAM. Wspólne rekolekcje dla młodzieży przed bierzmowaniem, dla maturzystów, wyjazdy i wydarzenia związane z działalnością Ruchu Apostolstwa Młodzieży, organizacja różnego rodzaju akcji społecznych i charytatywnych stawały się każdego dnia przestrzenią do współpracy, a tym samym ciągłej formacji.
Przez ten cały czas miałam okazję, widzieć z jak wielkim zaangażowaniem, entuzjazmem, oddaniem Panu Bogu, Kościołowi i drugiemu człowiekowi ks. Jan podejmuje swoje zadania i kapłańskie powołanie. A przecież nie było to łatwe. Lata bycia Moderatorem RAM AP łączył bowiem z funkcją proboszcza, katechety oraz z wieloma innymi aktywnościami.
Z pewnością pomagała Księdzu w tym Jego niezwykle dobra organizacja pracy. W niczym sobie nie odpuszczał, kochając i wymagając od nas młodych, najpierw wymagał od siebie, co czyniło go niezwykle autentycznym w naszych oczach.

Posługując jako Archidiecezjalny Moderator RAM AP ks. Jan podczas formacji uczył nas umiłowania Pana Boga, Kościoła, Ojczyzny i drugiego człowieka. Kształtował w nas zdrową, tradycyjną pobożność opartą na systematycznym życiu sakramentalnym, modlitewnym, adoracji, umiłowaniu modlitwy brewiarzowej – której uczył z niezwykłym zacięciem i cierpliwością. Wciąż formował w nas apostolską otwartość na potrzeby Kościoła. Zapalał w nas też miłość do świętych oraz wzbudzał zainteresowanie ich życiem, czego przykładem mogą być nasze często spontaniczne wyjazdy do Kalwarii Pacławskiej, gdzie Ksiądz Jan jeszcze przed wejściem do Sanktuarium prowadził nas na krużganki do Ojca Wenantego Katarzyńca. Opowiadał wtedy o Jego życiu z ogromnym przekonaniem mówiąc, że kiedyś to będzie wielki święty.

Ks. Jan był Pasterzem „który znał swoje owce po imieniu”. Z upływem lat obserwowałam, jak mimo przybywających do naszego stowarzyszenia ludzi młodych, Ksiądz każdego pamięta z imienia, o każdym potrafi coś powiedzieć, każdego wita z niekłamaną radością i otwartymi, ojcowskimi ramionami. Ten pełen entuzjazmu głos na widok każdego z nas wciąż brzmi w moich uszach…
W dniu pogrzebu Księdza Jana uświadomiłam sobie, że miał niebywałą umiejętność budowania relacji z drugim człowiekiem, sprawiając tym samym, że każdy czuł się w relacji z Nim bardzo wyjątkowy. Nagle okazało się, że przyjaciół Księdza Jana, mających z Nim wyjątkowe relacje jest bardzo dużo, a każdemu z nas zdaje się to być zarazem bardzo indywidualne.
Myślę, że ta wyjątkowość relacji została wyniesiona z rodzinnego domu. Ze wspólnych spotkań pamiętam, że godzina wyjazdu w odwiedziny do Mamy miała w kalendarzu Księdza swój bardzo ważny, stały punkt i stanowiła swego rodzaju święty czas.
Budowane przez Księdza Jana relacje były transparentne i zawsze promieniowały miłością i czystością, przez co Ksiądz stawał się wzorem Kapłana – Ojca, którego serce było pełne miłości dla wszystkich tych, do których posyłał go Pan Jezus.

Mimo swoich licznych obowiązków ks. Jan zawsze miał dla każdego czas, przy każdym potrafił się zatrzymać, nikomu nie odmawiał spotkania, rozmowy. Miał też niezwykły dar trzeźwej, logicznej oceny sytuacji, co sprawiało, że każdemu potrafił przyjść z radą i pomocą, zwłaszcza w trudnościach.
Jak dobry ojciec towarzyszył nam nie tylko w chwilach radości, ale i kiedy trzeba było prostować kręte ścieżki życia.

Z wielką radością co roku odwiedzał naszych animatorów – kapłanów podczas prymicji, radował się każdym animatorskim małżeństwem czy powołaniem zakonnym, misyjnym. Swojej obecności nie szczędził także w trudnych chwilach żałoby, choroby, kryzysu. Nie bał się podejmować z nami trudnych tematów. Pamiętam jak podczas naszych różnych wyjazdów wymyślałam Księdzu trudne tematy do „konferencji”, a On każdy z nich chętnie podejmował, nie bojąc się naszych trudnych czasem pytań – miał przecież nie tylko wiedzę, ale również niezwykłą życiową mądrość.

Ks. Jan był „tytanem pracy”, zawsze było coś do zrobienia. Powierzając nam różnego rodzaju obowiązki sam, pierwszy stał na linii frontu z zakasanymi rękawami i gotowymi do pracy rękami, również tej ciężkiej i fizycznej. A wszystko to było przeplatane modlitwą.

Księdza Jana cechowała również niezwykła odwaga i bezkompromisowość, które ujawniały się, kiedy trzeba było stanąć w obronie fundamentalnych wartości. Nie bał się wyrażać swojego zdania, mimo, że nie zawsze było ono zgodne z oczekiwaniami słuchaczy czy samych adresatów. Prawda była najważniejsza i ponad ludzkie względy!
Jego konsekwencja i odwaga ujawniały się również w życiu w abstynencji. Swoim własnym przykładem wychowywał i zachęcał do życia w trzeźwości.

W tym codziennym byciu, Księdzu towarzyszyło niezwykłe poczucie humoru i nieziemsko oryginalne pomysły, które niejednokrotnie wywoływały uśmiech na naszych twarzach, a czasem podziw czy zaskoczenie.

Trudno zamknąć w słowach te dwadzieścia lat wspólnej wędrówki. Trudno wypowiedzieć ogrom wdzięczności, zwłaszcza, że dziś mam pełną świadomość, że była to wędrówka u boku człowieka przez duże „Cz”, ponadprzeciętnego i w moim przekonaniu po prostu Świętego.

Dziś z perspektywy czasu wiem, że właśnie ks. Janowi zawdzięczam to, jakim jestem człowiekiem i chrześcijaninem. To On przez formację w RAM-ie pomógł mi nawiązać żywą relację z Panem Bogiem i zaszczepił we mnie miłość do Kościoła, nauczył modlitwy brewiarzowej, uświadomił jak ważne jest systematyczne życie sakramentami.
Jego przykład ugruntował we mnie sumienne podejście do wykonywanych obowiązków, racjonalną ocenę sytuacji, odwagę, bezkompromisowe stawanie w obronie prawdy i wartości, pokonywanie własnych ograniczeń i słabości.
Lata współpracy i wspólnej modlitwy, niezmierzone godziny rozmów, wypite hektolitry kawy, sytuacje, kiedy ujawniały się nasze choleryczne usposobienia i czasem leciały iskry, płynęły chwile milczenia, by ostatecznie docenić obecność, wspólne wędrówki po bieszczadzkich szlakach, RAMowsko – Krakowskie spacery, jachty – to właśnie tu ks. Jan stawał się dla mnie Ojcem, przewodnikiem, autorytetem. Na pewnym etapie mojego życia był jedyną osobą, za której radą szłam w nieznane, z pełnym zaufaniem. Niejednokrotnie doświadczałam ze strony Księdza ogromnej pomocy i wsparcia w trudnych, życiowych sytuacjach, zawdzięczając Mu tym samym życie.

Dziś wśród bólu, niedowierzania i tęsknoty w sercu do głosu dochodzi również wdzięczność Panu Bogu za osobę księdza Jana i jego kapłaństwo. Każdego dnia, w sposób bardzo namacalny doświadczam Jego pomocy i czuję, że wciąż mnie wychowuje – już z Domu Ojca.
Od dnia pogrzebu płynie również jeszcze mocniej wdzięczność w kierunku rodziny ks. Jana – zwłaszcza ku Mamie Józefie – za to, że dała Kościołowi Świętego Kapłana – Ojca, za trud jego wychowania, przekazaną wiarę i wartości. To właśnie ta wdzięczność kazała zgiąć kolana przed Mamą Księdza przy jego mogile i ucałowaniem jej spracowanych dłoni szeptała „dziękuję i dziękujemy za księdza Jana”!
Dziś w sercu na nowo, z większą mocą, budzi się ogromne pragnienie realizowania Jego duchowego testamentu – by każdego dnia, po prostu stawać się człowiekiem świętym. Niech pamięć o tak Wielkim Człowieku i Kapłanie trwa, owocując świętością życia nas samych wśród zwyczajnych szarych dni.

Bernadetta Osięga
Moderatorka RAM AP


Wszyscy bardzo go ceniliśmy

Księdza Jana poznałam podczas studium na animatora RAM. Zawsze pogodny, uśmiechnięty
i z poczuciem humoru. Miał podejście do młodzieży i wszyscy bardzo go ceniliśmy. Wiele razy wprawiał nas w zadziwienie, kiedy okazywało się, że pamięta wszystkich po imieniu. Nawet po wielu latach. Inspirował nas do działania i przekazywał wiarę w Boga. Miał dar przemawiania. Można go było słuchać godzinami i nigdy się nie nudziło. Wielka szkoda, że nie ma go już z nami.

mod. Kasia


Prawdziwy Kapłan

Ksiądz Jan Mazurek dla mnie to przede wszystkim prawdziwy Kapłan, prawdziwy przyjaciel, prawdziwy Człowiek. On prawdziwie kochał Boga i prawdziwie kochał nas. Lata temu stwarzał nam, wtedy nastolatkom, przestrzeń do poznawania Boga i ludzi. Ośrodki rekolekcyjne w Kolonii Polskiej, Ustrzykach Górnych, Myczkowie, ale także Dom Dobrego Pasterza czy Roma, która była naszym azylem, kawiarnią, kinem, miejscem spotkań codziennych czy wielkiego świętowania choćby Nowego Roku. To miejsca, w których zrodziły się przyjaźnie trwające do dziś. Wspólne wyjazdy, najczęściej spontaniczne, po krótkim telefonie, to też co zapisało mi się w sercu. Ksiądz Jan zawsze dbał o to, żeby czymś nas zająć, wyciągnąć z codzienności, zainteresować. Odkrywał w nas nasze talenty i zachęcał do rozwoju. Kochał przyrodę, poznawanie nowych miejsc, sport, tym wszystkim nas zarażał
i dawał szansę do znalezienia czegoś swojego. Uważał, że każdy powinien mieć swoją pasję. Zawsze we wszystkim nas wspierał i po prostu BYŁ. A dorosły, który z nami wtedy BYŁ tak naprawdę ciałem i duchem to prawdziwy skarb. Traktował nas poważnie, był ostoją
w trudnych chwilach, wydarzeniach. Ale spotkania z nim to często też beztroska i jego niepowtarzalne, wyjątkowe poczucie humoru i jedyny w swoim rodzaju uśmiech. Wspierał, ale też wymagał. Nie oceniał, ale nakierowywał, abyśmy wierzyli w siebie i szli dobrą drogą. Popełnialiśmy błędy, wpadaliśmy w tarapaty, a on nie oceniał, nie zostawiał, ale zmuszał do refleksji, wyciągania wniosków, do zmiany na lepsze i nie powtarzania tego co złe. Wiedział, że praca uszlachetnia i wyrabia charakter, że wysiłek fizyczny jest potrzebny młodym, aby nas wzmocnić, dlatego mocno angażował nas w wiele prac, z których wynikało wiele dobrego.
Kochał Eucharystię i tego uczył nas, żebyśmy w Niej i Sakramentach Świętych odnajdywali największy i najgłębszy sens Wiary.
Dwie dekady później wiem, że z księdzem Janem było jak z prawdziwym Przyjacielem, z którym nie musiałam widywać się często, ale każde spotkanie w dorosłym już życiu było takie jakbyśmy widywali się codziennie. Jego radość w oczach przy każdym spotkaniu, zaciekawienie naszym życiem i nieustanne wsparcie, i zapewnianie o modlitwie. On bezgranicznie cieszył się widząc nas, nasze rodziny, dzieci. Interesował się szczerze, bo taki właśnie zawsze był – szczery. Cieszył się widząc, że to wszystko co kiedyś w nas zaszczepił ma odzwierciedlenie w naszym dorosłym już życiu. Bo za to jestem wdzięczna ogromnie księdzu Janowi Mazurkowi, za to, że był częścią mojego życia, która bardzo ukształtowała moją Wiarę, mnie jako człowieka, jako żonę i mamę. Dziękuję Bogu za to, że pozwolił mi poznać tak gorliwego Kapłana i wspaniałego człowieka. Nasze ostatnie spotkanie to wspólne świętowanie w czerwcu, w Jarosławiu 40lecia RAMu, a po nim ostatnia wiadomość SMS od księdza Jana, w której napisał mi – Kasiu, widzę w Tobie teraz mocną Duszę… Za te słowa tak bardzo jestem wdzięczna, z tymi słowami zostawiłeś mnie księże Janie i obiecuję, że nigdy nie zapomnę oraz, że Twoje nauki i całe życie na zawsze zostaną w moim sercu.
Ksiądz Jan mówił zawsze, że nas kocha, my zawsze to czuliśmy i z tą Miłością nas zostawił. My Jego też kochaliśmy i nigdy nie przestaniemy. Jestem pełna wdzięczności Bogu za życie księdza Jana Mazurka. Choć po ludzku ogromny żal i smutek rozdziera serce, ale jest w nim także nadzieja i wiara w to, że jeszcze kiedyś uda nam się spotkać. I tak jak zawsze nas uczył, żegnamy się słowami – do zobaczenia w Niebie…

mod. Katarzyna Dębiczak (Dusza)


Zawsze otwarte ramiona i serce

Księdza Jana poznałam, jak miałam 17 lat i urzekło mnie wtedy jego ciepło, otwartość i uważność na każdego z nas, a szczególnie niesamowity charyzmat do zapamiętywania imion…dziesiątek, setek i tysięcy młodych ludzi. Nikt z nas nie był mu obojętny. I tak pozostało przez całe moje życie. Niezależnie od tego czy widzieliśmy się po 5, 10, czy 15 latach, zawsze witał mnie z radością, entuzjazmem i otwartymi ramionami, pamiętając moje imię i historię życia. I tak było z każdym z nas. Każdy czuł się przy nim ważny, zauważony i kochany. Myślę, że był dla mnie odbiciem ojcowskiej miłości Boga Ojca. Jeżdżąc na studium animatora RAM- u, zawsze wiedziałam, że jadę do siebie, jadę do „domu”, dlatego, że tam był ojciec, który czekał na nas z otwartymi ramionami. Zupełnie tak samo, jak ten z przypowieści. Tam czułam się bezpieczna, przyjęta, chciana, zauważona i kochana. Myślę, że tak czuł się każdy z nas. To bardzo ważne uczucie w życiu młodego człowieka. I to nie było tak, że moi Rodzice mnie nie kochali, po prostu Ksiądz Jan był dopełnieniem ich miłości i miał „tajemniczą moc” nad naszymi sercami. Był dla nas autorytetem, wzorem i ostoją w skomplikowanym świecie młodzieńczych uczuć i naprawdę był z nami. Nigdy „obok nas”, ani „ponad nami”. Zawsze, gdy pomyślę: „Ksiądz Jan”, to w mojej głowie pojawiają się trzy słowa: CIEPŁO, SERCE, RAMIONA. Te trzy przymioty były dla nas jak drogowskazy, które wskazywały nam prawdziwe Oblicze najpiękniejszego Ojca w Niebie.


s. M. Salomea (felicjanka)- an. Elżbieta Haliżak


Jak ojciec

Mieliśmy z mężem okazję bliżej poznać Księdza Jana, kiedy jako para odpowiedzialna z ramienia Domowego Kościoła czyniliśmy wysiłki w celu powstania nowego Kręgu w parafii Św. Trójcy. Mimo tego, że miał już tych starań sporo za sobą z ogromną łagodnością, kolejny raz, zgodził się na naszą propozycję. Nowy krąg jednak nie powstaje, a ksiądz Jan przechodzi na inną parafię. Jaką jednak zostajemy obdarowani radosną wiadomością! W Jego nowej parafii, na Kazanowie, powstaje krąg młodych małżeństw i jesteśmy zaproszeni do współpracy. Proboszcz Jan jak ojciec z dobrocią, życzliwością wspiera i jest do dyspozycji. Chwała Panu!

Ewa Mazur

© 2025 Ksiądz Jan Mazurek

Realizacja: PROKRIS.COM